czwartek, 17 kwietnia 2014

Skalpel

     Nie ma chyba osoby, która nie słyszałaby o Ewie Chodakowskiej. Nie ma również osoby, która byłaby wobec tej Pani obojętna. To kobieta, która budzi wśród Polaków - szczególnie pań - skrajne emocje. Z jednej strony mamy "wyznawców" Chodakowskiej, którzy będą bronić każdego jej słowa
i podążać wiernie za jej wskazówkami. Po drugiej stronie barykady tzw. "hejterzy". Ja sama nie znajduję się chyba w żadnej drużynie. Nie jestem ani bezkrytyczną fanką Chodakowskiej, ani jej przeciwniczką. Odcinając się od jej medialnego wizerunku, uważam, że robi całkiem fajną robotę.
Z tego właśnie powodu chciałam napisać na blogu parę słów o tym, jaka była moja przygoda z jej ćwiczeniami.
     W pierwszej chwili, kiedy usłyszałam o Chodakowskiej, od razu nakręciłam się na jej ćwiczenia. Na polskim rynku wreszcie pojawiło się coś nowego i bardzo obiecującego, więc bez wahania postanowiłam spróbować. Jakież było moje zdziwienie, kiedy za pierwszym razem przy włączeniu "Skalpela" nie byłam w stanie wykonać dokładnie nawet 15 minut z tej płyty. Moje niezadowolenie
i niechęć sprawiła, że na długo odcięłam się od Chodakowskiej. Irytacja ta sięgnęła zenitu, kiedy
w Internecie lawinowo zaczęły pojawiać się metamorfozy kobiet, które schudły i zmieniły swą sylwetkę, ćwicząc oczywiście to, czego ja nie byłam w stanie wykonać. Jak to? Jak one to robią? Naprawdę da się to wykonać? One to robią, a JA NIE DAM RADY? O NIE! Wiedziałam, że muszę jeszcze raz spróbować. Byłam jednak świadoma tego, że powinnam wymyślić swój własny sposób na uporanie się ze Skalpelem. Postanowiłam więc przyjąć metodę "małych kroczków". Zaczęłam od 15 minut. Starałam się jak najdokładniej wykonywać ćwiczenia, które mieściły się w tym czasie. Kiedy poczułam, że idzie mi z tym bez problemu, dodawałam kolejne ćwiczenie. I kolejne. I kolejne. Aż pewnego dnia wykonałam wszystkie ćwiczenia ze Skalpela. Jakże byłam wtedy z siebie dumna! Nie wiem, czy takie podejście zgadza się z filozofią Ewy Chodakowskiej, ale na mnie to zadziałało. 
     Cały dzisiejszy tekst ma właściwie tylko jeden cel. Chciałam Wam powiedzieć, żebyście się nie poddawały po pierwszych porażkach! Nigdy! Nie każda z nas jest Ewą Chodakowską, która bez problemu i bez zadyszki przebiegnie 1000km, a potem może dorzuci do tego 1000 pompek (których ja sama do tej pory wykonać nie potrafię - przyznaję się ;) ). Musimy iść własną drogą i swoim własnym tempem dążyć do celu. Przekonała się o tym na własnej skórze. 
     Nie chcę przy tym ani promować ćwiczeń Chodakowskiej, ani do nich zniechęcać. Tak jak pisałam powyżej, staram się rozsądnie korzystać z tego, co proponuje nam Chodakowska. Jestem równocześnie świadoma, że mimo wszystko są osoby, które po prostu nie "polubiły" się z jej sposobem bycia. Jednak maksyma "małych kroczków" pasuje do każdej aktywności fizycznej. Chcesz zacząć biegać? Nie wyruszaj pierwszego dnia na 10kilometrowa przebieżkę. Siłownia? Nie musisz od razu spędzić na niej 3 godzin. Dostosuj tempo do swoich możliwości. To naprawdę działa!

     PS. Za tydzień kończę moje Squat Challenge! Nie wiem, czy wizualne efekty są tak powalające, jakbym chciała, ale zdecydowanie czuję różnicę w sile i wytrzymałości moich nóg. Na pewno niedługo napiszę post podsumowujący to wyzwanie.
     I jeśli nie pojawię się na blogu w najbliższym czasie - życzę wszystkim pięknych Świąt Wielkanocnych! :) 

7 komentarzy:

  1. Ja nie ćwiczyłam z Ewą, nie wiem czemu, ale nie ciągnie mnie i tyle, chociaż i nie wiem dokładnie jakie są tam ćwiczenia :D
    Tobie również pięknych świąt!

    OdpowiedzUsuń
  2. Czuję się wyjątkowa, bo pozostaje obojętna wobec Chodakowskiej, po prostu wiem, że gdzieś istnieje taka osoba i gdzieś po kolei umierają kobiety próbując przejść przez jej ćwiczenia. Czy to serio wymaga takiego poświęcenia? Nie sądzę.
    ★ blog

    OdpowiedzUsuń
  3. Suuuper motywujesz!
    Zapraszam na nowy post:
    www.magfashion.pl

    OdpowiedzUsuń
  4. Musze przyznać, że miałam podobną sytuację, jednak teraz ćwiczę już bez problemu całość;) Ściskam i pozdrawiam;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja ćwiczyłam z Chodakowską dwa razy i jakimś cudem udało mi się przebrnąć przez wszystkie ćwiczenia, ale mój słomiany zapał szybko osłabł, ale po przeczytaniu tego posta (jak już sobie o niej przypomniałam :) ) może znów "wrócę" do jej treningów...
    PS. Bardzo przyjemnie czyta się Twoje wpisy :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czym te ćwiczenia różnią się od tych proponowanych na fitnessach? Do Ewy nie mam konkretnego uczucia ale dziwi mnie to wszystko co się wokół niej dzieje...Czy naprawdę te kobiety gdyby poszły na siłownie zamiast siedzieć w domu nie osiągnęły by tego samego efektu? Czy to kwestia pięknie wyrzeźbionego ciała Ewy które wzbudza zazdrość i chcemy tego samego?? Wg mnie jej ćwiczenia to nic nowego i odkrywczego. Ale może się mylę..Ćwiczyłam kilka razy ale ja zdecydowanie wolę jak jest kilka osób które razem ze mną wypacają siódme poty a nie robię to w sama:) Wtedy czuję się zmotywowana.

    OdpowiedzUsuń