środa, 11 grudnia 2013

Dlaczego nie wolno zapominać o rozgrzewce?


     Za każdym razem, kiedy wchodziłam na salę do fitnessu, prowadząca powtarzała nam, jak ważna jest rozgrzewka i w czym może nam ona pomóc. To najważniejsza część każdego treningu - nie wolno o niej zapominać. Jeśli przed wzmożonym wysiłkiem fizycznym nie przygotujemy naszego ciała, prawdopodobieństwo kontuzji podczas ćwiczeń znacznie się podwyższy. Ponadto rozgrzewka sprawia, że osiągnięcia podczas treningu są o niebo lepsze. Poświęć na nią 10-15 minut. To naprawdę bardzo ważne! Taka seria prostych ćwiczeń o narastającej intensywności rozgrzeje nasz organizm. 
     Mięśnie, które są odpowiednio rozgrzane i przygotowane do wysiłku fizycznego stają się bardziej elastyczne i wydajne (wzrasta ich długość i temperatura), dzięki czemu jesteśmy w stanie ćwiczyć dłużej i efektywniej - zwiększa się nasza wydolność. Dodatkowo, dzięki temu, że nasze ciało jest odpowiednio przyszykowane na trening, będzie on dla nas po prostu przyjemniejszy. Podczas rozgrzewki nasze serce bije coraz szybciej, dzięki czemu jego wydajność wzrasta (jest ono w stanie przepompować więcej krwi przy jednym uderzeniu). Mięśnie są w stanie wygenerować więcej mocy. Rozgrzewka pomaga również naszym płucom. Ich pobór tlenu zdecydowanie wzrasta i zwiększa się jego transport do mięśni, co również skutkuje tym, że jesteśmy w stanie ćwiczyć dłużej i efektywniej.  
     Niestety, nie ma uniwersalnego patentu na rozgrzewkę, która pasowałaby wszystkim. Trzeba odpowiednio dobrać ją nie tylko do własnych możliwości, ale również do ćwiczeń, które mamy zamiar za chwilę wykonywać. Możliwości są nieskończone. Ja postaram się podać Wam kilka wskazówek i najprostszych ćwiczeń, które idealnie nadają się przy rozgrzewce. 
 
Krążenia głową - stań na prostych nogach, stopy ustaw na szerokość barków, ręce opuść luźno wzdłuż tułowia. Wykonaj 20 krążeń głową w jedną i drugą stronę - 20 powtórzeń. 
Krążenia przedramion - stań na prostych nogach, stopy na szerokość barków, ręce uniesione na wysokość barków. Wykonaj dynamiczne obrotu przedramion w stawie łokciowym - 30 sekund do wewnątrz, 30 sekund na zewnątrz. 
Krążenia ramion - stań na prostych nogach, stopy na szerokość barków, ręce wyprostowane wzdłuż tułowia. Wykonaj krążenia jednocześnie oburącz - 20 razy w przód, 20 razy w tył, 20 razy w przeciwne strony.  
Krążenia barków - stań na prostych nogach, stopy na szerokość barków, ręce wyprostowane wzdłuż tułowia. Wykonaj krążenie barków w przód i w tył - 20 powtórzeń. 
Krążenia nadgarstków - stań na prostych nogach, stopy na szerokość barków, dłonie splecione palec w palec. Wykonaj krążenia w obie strony - 60 sekund. 
Skrętoskłony - stań na prostych nogach, stopy na szerokość barków, tułów względem nóg zgięty pod kątem 90 stopni, ręce wyprostowane na boki. Wykonaj jak najbardziej obszerne ruchy w lewo i w prawo, patrz za ręką wiodącą w górę - 15 powtórzeń w każdą stronę. 
Skłony tułowia - stopy na szerokość ramion, nogi proste w kolanach podczas wykonywania całego ćwiczenia. Wykonaj skłony do ziemi, liczą się one w następujące sposób: 1 - do lewej nogi, 2 - do prawej nogi, 3 - prostujemy ciało - 40 powtórzeń. Po zakończeniu serii złącz nogi i postaraj się dotknąć czołem kolan, wytrzymaj w tej pozycji parę sekund. 
Krążenie bioder - dłonie na biodrach, głowa trzymana prosto, luźne kolana (nie blokuj ich). Wykonaj obszerne krążenia bioder - 10 razy w lewą stronę, 10 razy w prawą stronę. 
Krążenia nóg w kolanach - stań w lekkim rozkroku, ręce na biodrach. Podnieś w górę nogę zgiętą w kolanie i wykonaj krążenia nogi w kolanie w lewo i w prawo. Zmień nogę - 10 powtórzeń w każdą stronę, na każdą nogę.  
Krążenia stopą - stań w lekkim rozkroku, oprzyj ciężar ciała na jednej stopie, drugą unieś w górę w pięcie i oprzyj na palcach. Wykonaj krążenia piętą stopy uniesioną na palcach, w lewo i w prawo. Zmień nogę - 10 powtórzeń w każdą stronę, na każdą nogę.  
Rozgrzanie mięśni brzucha - połóż się na plecach, unieś wyprostowane nogi na około 15 cm nad ziemię. Wykonuj nożyce poziome - 30 sekund. Zrób 5 sekund przerwy. Wykonaj nożyce pionowe - 30 sekund - cała seria 2 razy. 
Rozgrzanie mięśni pleców - połóż się na brzuchu. Odrywaj jednocześnie od ziemi ręce i nogi, zatrzymaj je w górze na 2-3 sekundy - 20 powtórzeń. 
 
 
 
 
pictures source: weheartit.com

niedziela, 8 grudnia 2013

Placuszki otrębowe

     W październiku pisałam o zamiennikach dla zwykłego chleba (Czym zastąpic chleb?). Dziś do tego zestawu dodaję placuszki otrębowe. Są niezwykle proste do zrobienia i - według mnie - idealnie nadają się do zjedzenia zamiast standardowej kromki chleba. Można spożywać je na wiele sposobów: z dżemem, miodem, masłem orzechowym lub z białym serkiem, pomidorem, ogórkiem czy kiełkami. Przepis na nie dostałam od mojej mamy, która przez pewien czas stosowała dietę Dukana i właśnie w jej jadłospisie znalazły się takie pyszności.  

Składniki: 
• 1 łyżka otrąb pszennych
• 2 łyżki otrąb owsianych
• 1 jajko (lub 1 białko)
• 1 łyżka beztłuszczowego białego serka 
Wszystko wymieszać ze sobą i smażyć na patelni (najlepiej na oleju kokosowym).

Otręby pszenne są bogate w błonnik nierozpuszczalny, który świetnie stymuluje trawienie. Struktura tego rodzaju błonnika jest gęstsza niż tego rozpuszczalnego, przez co lepiej chroni on ziarno. Dzięki temu twardość otrębów pszennych zapewnia doskonałe oczyszczenie układu pokarmowego.
Otręby owsiane obniżają wchłanianie złego cholesterolu, zapobiegają cukrzycy (obniżają indeks glikemiczny posiłku), zabezpieczają przed rakiem jelita grubego, regulują trawienie (zawierają błonnik) oraz spowalniają przenikanie cukrów prostych. Po ich spożyciu przez długi czas odczuwa się sytość. Jednak ich główną i najważniejszą funkcją jest zmniejszanie w żołądku wchłaniania kalorii. "Przechwytują" one kalorie i regulują przemieszczanie się treści jelitowej.  

czwartek, 5 grudnia 2013

Hula-hop!

     Mój dzisiejszy post jest inspirowany moją mamą ♥ , która prawie codziennie kręci hula-hopem i jestem z niej ogromnie dumna!


     Hula-hop zna z pewnością każda z nas. W dzieciństwie to kolorowe kółko służyło do zabawy, a dziś może pomóc nam pozbyć się zbędnych kilogramów. To ruch naszych mięśni wprawia je w ruch. Aby nie spadło, trzeba zaangażować nie tylko mięśnie brzucha, ale także talii, pośladków i ud. Dzięki takiemu wysiłkowi nasze mięśnie wzmacniają się, a my rzeźbimy nasze ciało (czy ktoś tu marzy o talii osy?). A jeśli połączysz taki wysiłek z odpowiednią dietą, efekty są murowane. To idealne ćwiczenie dla tych, którzy nie lubią monotonnego, codziennego biegania lub nudnych brzuszków. Początkowo "kręcenie" może wydawać się trudne - szczególnie, jeśli hula-hop nie jest dobrane odpowiednio do naszej sylwetki. Profesjonalne hula-hop wyposażone jest w masujące kule, które wspomagają spalanie tłuszczu, wzmacnianie mięśni brzucha i pozbycie się cellulitu. Nie przejmuj się jednak, jeśli na początku Ci nie wychodzi. Podnoszenie hula-hop z ziemi po jego upadku to też w końcu jakieś ćwiczenie ;) .
     Jakie są zalety tego treningu? Przede wszystkim możesz kręcić hula-hop gdzie tylko chcesz, o ile znajdzie się tam na to miejsce - w domu, w parku, na plaży. Podczas kręcenia spokojnie możesz oglądać telewizję lub słuchać muzyki (czytania książki raczej nie polecam ;) ). Żaden inny przyrząd nie służy tak kobiecej sylwetce. Dzięki regularnemu "kręceniu" obwód w talii zmniejszy się, biodra wyszczupleją, uda wysmuklą się, brzuch wymodeluje, a nielubiane przez nas boczki znikną. Hula-hop pomoże nam także wzmocnić plecy i kolana oraz poprawić postawę. To wszystko ma ogromnie pozytywny na kondycję naszego organizmu i ogólną koordynację ruchową. Co więcej, takie ćwiczenia nie obciążają stawów, co często ma miejsce przy tradycyjnych ćwiczeniach aerobowych. Kolejną zaletą "kręcenia" jest cena - to sport dość tani. Za profesjonalne hula-hop zapłacimy kilkadziesiąt złotych.   
     Najbezpieczniej ćwiczyć 30-60 minut dziennie, kręcąc po 15-30 minut w każdą stronę. W ciągu całego wysiłku możemy spalić od 250 do nawet 400 kcal. Warto zacząć od kilkuminutowego treningu, a w miarę wzrostu naszych umiejętności w "obsłudze" hula-hop zwiększać jego czas. Najlepsze są koła o wadze od 1,5 do 2 kg. Mogą one być z wypustkami, masującymi kulami (wtedy jednak mogą zostawić ślady na ciele) lub zwykłe, sportowe, które jednak nie dadzą tak dobrych efektów, jak te z ulepszaczami. Aby przyzwyczaić się do tych masujących wypustek, skóra potrzebuje 1-2 tygodni. Sam wybór hula-hop jest niezwykle ważny, bo od niego może zależeć efektywność ćwiczeń. Należy zwrócić uwagę na jego wielkość (średnicę), ciężar oraz przywołane już powyżej wypustki. Można przyjąć, że koło jest dla nas idealne, gdy przy postawieniu go na obręczy jego średnica ma długość równą odległości od podłogi do naszych żeber. Mniejszym hula-hop kręci się trudniej, ale efekty mogą być bardziej zadowalające. Ja jednak polecam zacząć od większego rozmiaru.
     A najważniejsza w tym wszystkim jest oczywiście systematyka i regularny trening. Tylko w ten sposób osiągniemy pożądane efekty!


 

 pictures source: weheartit.com

środa, 27 listopada 2013

Ulubione ćwiczenia listopada

     Mam nadzieję, że listopadowa pogoda nie zniechęca Was do ćwiczeń! Jeżeli jednak brakuje Wam motywacji - poniżej przedstawiam krótkie filmiki z ćwiczeniami, które szczególnie przypadły mi do gustu w mijającym miesiącu. Wszystkie pochodzą z mojego, obecnie, najbardziej inspirującego i motywującego kanału - Tone It Up!
     W ostatnim czasie po prostu nie mogę ukryć zachwytu nad tymi dziewczynami i opowiadam o nich wszystkim wokół. Są tak pełne pozytywnej energii, mają tyle pomysłów i za każdym razem mnie zaskakują. Jestem fanką ich przepisów - zdrowych, a przy tym niesamowicie smacznych. Ich dieta wcale nie polega na ograniczaniu się i zakazach, ale na rozsądnym planowaniu i zróżnicowanych posiłkach. A ćwiczenia z gorącą plażą i turkusowym oceanem w tle? Od razu przywołują u mnie wspomnienia najlepszych wakacji. Odnalazłam na ich stronie i kanale youtube'owym mnóstwo inspiracji dla dalszej walki o siebie i motywacji do dbania o zdrowe odżywianie i wysiłek fizyczny. Myślę, że Wy również znajdziecie tam coś dla siebie.
     Zapraszam więc do oglądania, śledzenia, a przede wszystkim do ćwiczeń! :)


 

 



niedziela, 24 listopada 2013

Niezastąpiony olej kokosowy

    Niedawno na moim blogu pojawił się post o oleju kokosowym (-> Olej kokosowy). Chciałabym jeszcze bardziej zachęcić Was do jego wypróbowania, więc poniżej przedstawiam kolejne możliwości jego zastosowania :D.

Miękkie i delikatne włosy: to zdecydowanie moja ulubiona zaleta tego olejku ;D ! To idealny produkt dla domowej maski do włosów. Ja zwykle nakładam go od połowy włosów i wmasowuję w końcówki. Czasem robię to godzinę przed myciem, a czasem zostawiam olejek na włosach na całą noc. Jeśli macie problem z przetłuszczaniem się włosów, powinnyście uważać na oleje i unikać nakładania ich na skórę głowy. Olej kokosowy nawilża włosy i odżywia je. 
Nawilżenie: to moja druga ulubiona zaleta oleju kokosowego. Kwasy tłuszczowe w nim zawarte pomagają zatrzymać wodę w organizmie, dzięki czemu skóra będzie głęboko i długotrwale nawodniona. Ja sama zauważyłam, że po zaaplikowaniu olejku na skórę twarzy staje się ona bardziej promienna i delikatna. Olej kokosowy niezwykle szybko się wchłania, więc nie bójmy się smarować nim całego ciała. Tłusta powłoka po chwili znika i możemy cieszyć się gładką skórą.
Krem pod oczy: skoro już mówimy o nawilżeniu.. Wciąż mam wiele obaw dotyczących kremów pod oczy. Uważam, że na takie specyfiki przychodzi odpowiedni czas i nie ma potrzeby rozpoczynać ich stosowania zbyt wcześnie. Z drugiej strony jednak wiem, że skóra pod oczami jest niezwykle delikatna i wymaga szczególnej opieki. Dlatego zdecydowałam się wypróbować właśnie olejek kokosowy. Nie podrażnia (o ile właściwie aplikujemy preparaty pod oczy!), odżywia i wygładza.
Zmiękczanie naskórka: kiedy usłyszałam o tej właściwości oleju kokosowego, momentalnie wypróbowałam to na sobie. Mam spory problem z suchymi skórkami przy paznokciach. Próbowałam już wielu preparatów, jednak natura wygrała ;) . Skórki są wygładzone i zmiękczone.  
Peeling: myślę, że każdemu, kto przechodzi na "naturalną stronę mocy" znany jest patent peelingu z miodu i brązowego cukru czy kawy. Możemy jednak zamienić miód właśnie na olej kokosowy, a rezultat będzie równie zadowalający. Jeśli chcemy zachować gładką i miękką skórę, jej złuszczanie jest podstawą. I nie muszę już chyba wspominać, że połączenie oleju kokosowego i cukru lub kawy pachnie po prostu bosko ;) !
Demakijaż: szczerze mówiąc, na początku byłam sceptycznie nastawiona do zmywania makijażu olejkiem. Bałam się, że podrażni on moje oczy. Nic z tego! Olej kokosowy jest niezwykle delikatny i łagodny. Pamiętać jednak należy, że wystarczy dosłownie odrobinka nałożona na wacik!  
Golenie: to kolejny patent, do którego podchodziłam na początku z rezerwą. Wciąż poszukuję czegoś idealnego do usuwania włosków na nogach, więc zdecydowałam się wypróbować olej kokosowy. Nie powiem, że ten krok zmienił moje życie, jednak muszę przyznać, że skóra po goleniu pozostaje dobrze nawilżona i delikatna. A przede wszystkim unikamy w ten sposób tych wszystkich chemikaliów, które kryją się w żelach i kremach do golenia.

     Mam nadzieję, że zostaliście skutecznie zachęceni do kupienia słoiczka oleju kokosowego i sami przekonacie się o jego cudownych właściwościach.
Życzę Wam pięknej końcówki weekendu - to idealna pora na domowe SPA ;) !

środa, 20 listopada 2013

Jarmuż - wersja "Czekośliwka"

     "Czekośliwka" jest ostatnio moim ulubionym koktajlem, który piję na śniadanie. Jest pyszny, zdrowy i bardzo sycący. To idealna opcja dla tych, którzy wzbraniają się przed "zielonymi", czysto warzywnymi i o konsystencji dziwnej papki wersjami zdrowych smoothie.

Składniki (na 1 szklankę):
• 1 mały banan

• 2-3 suszone śliwki (wcześniej namoczone w ciepłej wodzie; nie siarkowane!)
• 0,5 szklanki mleka roślinnego
• 2 liście jarmużu
• 1 czubata łyżka organicznego kakao
• 0,5 łyżki siemienia lnianego

      Bardzo serdecznie polecam go wszystkim, którzy tak jak ja są wielbicielami zdrowych koktajli i nie wyobrażają już sobie bez nich życia ;D !

     A jeśli już jesteśmy przy JARMUŻU...
     ... Zwany jest kapustą liściastą.  Był on niezwykle ceniony w starożytności, a zapomniany i niedoceniany w XX wieku. Na szczęście, dziś coraz bardziej zyskuje on na popularności. Choć w smaku podobny jest do kapusty, jarmuż bije na głowę wszelkie inne odmiany tej rośliny pod względem zawartości witamin oraz składników mineralnych. Jest on wyjątkowo bogaty w błonnik, chlorofil oraz witaminy A, B1, B2, C, E, K i składniki mineralne. Jeśli chodzi o witaminę C, jarmuż zaspokaja jej dzienne zapotrzebowanie aż w 200%!

Spośród wszystkich roślin kapustnych jarmuż zawiera najwięcej sodu, potasu (aż 490mg w 100g), wapnia (210 mg), fosforu, żelaza, chloru i miedzi. Magnezu więcej ma tylko kalarepa. Jego regularne podjadanie wspomaga odporność, oczyszcza organizm oraz stymuluje produkcję czerwonych krwinek. Zawarta w nim witamina K ma właściwości przeciwzakrzepowe.
      Następny fakt z pewnością zadowoli wszystkich odchudzających się - jarmuż ma bardzo mało kalorii! Zawiera on także flawonoidy i związki siarki o działaniu przeciwnowotworowym, przeciwutleniacze spowalniające proces starzenia oraz polisacharydy i polifenole, które używane są w leczeniu alergii. Zawarty w nim chlorofil hamuje przemiany nowotworowe. Dzięki temu związkowi jarmuż uzupełnia naszą krew, ponieważ struktura molekularna chlorofilu różni się tylko jedną molekułą od hemoglobiny. W roślinie tej znajdziemy także kwas foliowy (jego ilość odpowiada 60% dziennego zapotrzebowania), który zapobiega wadom wrodzonym układu nerwowego i chorobom serca oraz jest niezwykle cenny w przypadku kobiet w ciąży.
     Kupując jarmuż zwracajcie uwagę na to, aby jego liście były twarde i jędrne, a łodygi "nie mdlejące". Świeży nie powinien mieć brązowego czy żółtego nalotu. Dzięki temu, że jest to roślina niezwykle odporna na ujemną temperaturę, śmiało można wykorzystać fakt, iż jego naturalny gorzkawy posmak zniknie w momencie zamrożenia liści! Po zakupie jarmużu i po jego umyciu możesz włożyć go do woreczka i umieścić w zamrażarce. Ujemna temperatura sprawi także, że jego liście będą łatwo się kruszyć.

     A na koniec jeszcze filmik z innym jarmużowym koktajlem - prosto od dziewczyn z Tone It Up ;DD !
                                   

sobota, 16 listopada 2013

Tone It Up!

     Nie mogę dłużej czekać, żeby się tym z Wami nie podzielić. Pewnie niektóre z Was już dobrze znają to, o czym będzie dzisiejszy post, ale ja odkryłam to stosunkowo niedawno i była to miłość od pierwszego wejrzenia ;DD !
     Dziś opowiem Wam o cudownym kanale na YouTube - Tone It Up. To idealne miejsce dla tych, które uwielbiają fitness, mają bzika na punkcie zdrowego odżywiania i nieustannie szukają inspiracji. Karena i Katrina to piekielnie motywujące dziewczyny. Są niezwykle urocze, mają w sobie mnóstwo ciepła i pozytywnej energii. Jak same o sobie mówią, są naszymi trenerkami, przyjaciółkami i zawsze możemy na nie liczyć. Trenuję z nimi od niedawna, ale już czuję, że ich metody działają. Świetne jest również to, że na ich kanale znajdziemy ogromną ilość różnych rodzajów ćwiczeń, dlatego każdy znajdzie coś dla siebie. Ja najbardziej upodobałam sobie trening na uda i pośladki. Już od dawna szukałam takiego miejsca jak to, ale nic nie przykuło mojej uwagi. Dopiero kiedy zobaczyłam Karenę i Katrinę - ten plażowy klimat po prostu mnie zachwycił i pochłonął w całości. 
     Oprócz kanału na YouTube dziewczyny prowadzą bloga - ToneItUp.com. W każdy poniedziałek pojawia się na nim post motywujący, który ma dać nam inspirującego i energetyzującego kopa na cały tydzień. Wtorki Tone It Up są dedykowane ćwiczeniom. W środy "wszystko się może zdarzyć" ;) . W piątki pojawiają się zdrowe i przepyszne przepisy. Te polecam szczególnie! Ostatnio wypróbowałam ich marchewkowe racuszki - niebo w gębie!

 
 
 
 
 
 
 
 weheartit.com

środa, 13 listopada 2013

Jak "odchudzić" chlebek babanowy?

     Jako ogromna fanka bananów jestem zachwycona chlebkiem bananowym. To doskonały sposób na wykorzystanie przejrzałych już owoców. Jest niesamowicie pyszny i sycący, ale... Cóż, chyba nie można z nim przesadzać, prawda? Banany same w sobie, choć zdrowe, są dość kaloryczne, a łącząc je z innymi składnikami chleba powstaje nam całkiem spora dawka kalorii i węglowodanów. I choć nie jestem kalorycznym freakiem - staram się myśleć raczej o zdrowotnych walorach spożywanego jedzenia, niż jedynie na kaloriach, które się w nim kryją - postanowiłam znaleźć parę patentów, dzięki którym ten wypiek będzie lżejszy i stanie się większym sprzymierzeńcem w codziennej diecie.

MNIEJ CUKRU
Staram się używać jak najmniejszej ilości cukru do mojego bananowego chlebka. Opieram się tutaj na już naturalnej słodkości bananów. Czasem zamiast 2 bananów dodaję 3, ale w zamian za to wsypuję o połowę lub nawet o 3/4 mniej cukru. Jeżeli chodzi o cukier, wybieram trzcinowy (brązowy) lub ksylitol. Można by tu nawet pokusić się o stewię, jednak sama nigdy tego nie próbowałam, więc opinii na ten temat nie będę wygłaszać. Używanie brązowego cukru ma też dodatkowe walory smakowe. Dzięki niemu chlebek otrzymuje wręcz karmelowy posmak. 

MĄKA PEŁNOZIARNISTA I RAZOWA
Zamiast zwykłej białej mąki do ciasta używam mąki razowej i pełnoziarnistej. Wystarczy, że połowa ilości wskazanej w przepisie mąki będzie tą zdrowszą opcją, a już ucieknie nam mnóstwo kalorii. No i błonnik, który znajduje się w nieprzetworzonej mące jest dodatkowym przyspieszaczem spalania kalorii i pobudzania metabolizmu. Do tego dochodzi magnez, potas i cynk. 

OWOCE I ORZECHY
Te dwa składniki pasują do bananowego chlebka po prostu idealnie! Dodają one wypiekowi odpowiednią konsystencję, smak i mnóstwo walorów zdrowotnych. Jeżeli chodzi o owoce, uwielbiam wrzucać borówki, suszone śliwki lub żurawinę. A przy orzechach stawiam na te włoskie, które zawierają ogromną ilość kwasów omega-3 (pomagają w walce ze złym cholesterolem). Czasem dodaję również kilka migdałów. 

MAŚLANKA ZAMIAST MASŁA
Maślanka jest stworzona do bananowego chlebka. Proponuję zamiast masła użyć szklanki niskotłuszczowej maślanki z dodatkiem dwóch łyżek oleju kokosowego. Dzięki maślance chleb będzie miękki i wilgotny, a olej kokosowy doda lekki aromat i wiele składników odżywczych. 

I tak właśnie prezentuje się mój "odchudzony" chleb bananowy :) . 
 

sobota, 9 listopada 2013

Co kryje w sobie siemię lniane?

       Około miesiąc temu wprowadziłam do swojej diety siemię lniane (nasiona lnu zwyczajnego).  Kupiłam te malutkie, brązowe ziarenka, kiedy dowiedziałam się, że można z nich upichcić kisiel. Zaczęłam się jednak zastanawiać, co dobrego jeszcze mogą one w sobie skrywać?
     Dietetycy zalecają codzienne spożywanie jednej łyżeczki świeżo zmielonego siemienia lnianego. Powody są proste. To bogate źródło kwasów omega-3. Obniżają one poziom cholesterolu we krwi i zapobiegają zakrzepom naczyniowym. Należy pamiętać, aby w naszej diecie zbilansować proporcje między kwasami omega-3 i omega-6. Tych drugich spożywamy zazwyczaj więcej, dlatego dodatkowe dostarczanie organizmowi omega-3 jest ogromnie ważne (pamiętajmy również, że nasze ciało nie potrafi samodzielnie ich wyprodukować). Oba rodzaje kwasów omega są niezbędne do produkcji hormonów odpowiedzialnych za trawienie, produkcję insuliny oraz magazynowanie tłuszczu. Dodatek tych kwasów do diety pomaga więc obniżać masę ciała i spalić zapasowy tłuszcz zapasowy (szczególnie z okolic brzucha). Spadek poziomu insuliny sprawia również, że więcej tłuszczu zamienia się na energię, dlatego odczuwa się mniejszy głód. Siemię ma w sobie także sporą ilość łatwo przyswajalnego białka, cynku, kwasu foliowego, witamin A, E i tych z grupy B oraz żelaza. Znajdują się w nim również tzw. fitohormony, które zaleca się w profilaktyce chorób cywilizacyjnych.
     Najlepiej spożywać siemię lniane na zimno, świeżo po zmieleniu (polecam zwykły młynek do kawy). Wysoka temperatura niszczy cenne kwasy omega-3 - to nawet ok. 40%, a są one przecież głównym powodem, dla którego sięgamy po siemię. Ponadto otoczka, która chroni cenne składniki ziaren jest dla ludzkiego organizm ciężka do strawienia, a zatem dostęp do witamin i minerałów jest utrudniony. Pewnie niektórzy z Was myślą teraz - przecież łatwo dostępny jest olej lniany, czy to nie prostsze od mielenia ziarenek? Olej zaliczany jest do wysoko przetworzonych produktów (tak jak biała mąka czy słodycze). Należy więc unikać go w codziennej diecie. Brak w nim ogromnie wartościowych witamin, minerałów i białka, które zawarte są w nasionach.
      Siemię lniane bardzo korzystnie wpływa na stan naszej skóry, włosów i paznokci. Poprawia ono także przemianę materii. Niektórzy twierdzą również, że siemię może nawet hamować ochotę na słodycze! Kwasy omega-3 w nim zawarte mają pozytywny wpływ na serce i mózg (poprawiają jego ukrwienie) oraz obniżają poziom złego cholesterolu. Zwiększają one również ilość serotoniny w naszym organizmie, a jest ona odpowiedzialna za nasz dobry nastrój! Zawarta w siemieniu witamina E to naturalny przeciwutleniacz, który chroni komórki ciała przed wolnymi rodnikami. Wzmacnia ona również naczynia krwionośne i zapobiega miażdżycy. Białko znajdujące się w siemieniu jest zdecydowanie lepiej przyswajalne przez człowieka niż białko mleka oraz charakteryzuje się ogromnie bogatym zestawem aminokwasów - leucyna, lizyna, fenyloalanina (regulują czynności hormonalne), tryptofan (działa korzystnie na wzrok i zapobiega chorobom skórnym), izoleucyna i treonina (wpływają na przemiany i przyswajanie pozostałych aminokwasów)  oraz walina (pozytywnie oddziałuje na układ nerwowy).
     Ja sama najczęściej dodaję siemię lniane do owsianki (oczywiście po ugotowaniu) lub płatków. Często łącze je także z białym twarożkiem. Przeczytałam, że świetnie sprawdza się ono również jako dodatek do sałatek (warzywnych i owocowych) oraz lodów. Sama spożywam siemię lniane stosunkowo od niedawna, ale już zauważyłam dużą ilość nowych baby hair w okolicach skroni i mam ciche przeczucie, że to właśnie zasługa tych brązowych ziarenek ;) .

środa, 6 listopada 2013

Olej kokosowy


     Jeżeli jeszcze nie kupiliście oleju kokosowego, szybko naprawcie to niedopatrzenie i udajcie się po nieg0 do sklepu! Zawojował on w mojej kuchni i łazience ;) . Dlaczego? To niezwykle cenny element diety oraz codziennej pielęgnacji ciała. Ma - jak na tłuszcz - niezwykłą właściwość. Jego spożywanie pomaga stracić na wadze. Nie odkłada się on w naszym ciele w postaci tkanki tłuszczowej i cholesterolu, ale jest ogromną dawką energii dla organizmu. Ma on ponadto znacznie mniej kalorii niż inne oleje. To produkt idealny dla osób, które próbują schudnąć i dbają o swoją sylwetkę.
     Olejem tym zajęli się już oczywiście naukowcy (na pewno amerykańscy! ;p ), którzy potwierdzają, że jest on źródłem średniołańcuchowych kwasów tłuszczowych (MCT). Są one zupełnie inaczej wchłaniane przez nasz organizm, niż te długołańcuchowe, które pospolicie występują w żywności. Tłuszcze MTC posiadają również właściwości termogenne, dzięki czemu zwiększają wydatkowanie energii oraz działają ochronnie wobec tkanki mięśniowej w przypadku deficytu energetycznego. Dzięki temu wspomaga on regenerację, nie obciąża naszego układu pokarmowego i stanowi szybkie źródło energii, co może być genialne wykorzystane przed wysiłkiem fizycznym. Tłuszcz pochodzący z kokosa jest znakomitym naturalnym środkiem energetyzującym, który z powodzeniem może zastąpić sztuczne suplementy. Po jego spożyciu nie będziemy odczuwali ochoty na słodkie przekąski.
     Olej kokosowy przyczynia się do redukcji nadwagi, która jest powodowana złą przemianą materii. Przyspiesza on bowiem metabolizm i przywraca jego prawidłowy przebieg. Pomaga on w utrzymaniu szczupłej sylwetki także ze względu na to, iż przyspiesza usuwanie tłuszczów już zmagazynowanych w organizmie w postaci tkanki tłuszczowej.  
     Przede wszystkim olej kokosowy znakomicie nadaje się do smażenia! Zawiera on jedynie śladowe ilości kwasów wielonienasyconych (są one szczególnie wrażliwe na działanie wysokiej temperatury - podczas podgrzewania powstają niekorzystne dla nas związki), przez co świetnie nadaje się nawet do długotrwałego smażenia. Co ważne, nie zmienia przy tym istotnie smaku jedzenia. Jest także lżej strawny niż powszechnie używane tłuszcze do smażenia. Kilka dni temu robiłam na tym oleju naleśniki i muszę przyznać, że smakowały wyśmienicie! Powiem więcej. Jest to olej na tyle uniwersalny, że można go stosować zamiast margaryny czy masła.
     Olej kokosowy zawiera w sobie kwas laurynowy i kaprynowy, które mają właściwości antybakteryjne, antywirusowe i przeciwpierwotniakowe. Z ich pomocą możemy skuteczniej zwalczać bakterie, które wywołują zatrucia pokarmowe lub opryszczkę. W niektórych źródłach można znaleźć informację, że olej ten posiada właściwości zwalczające infekcje bakteryjne, wirusowe i grzybicze.
     Dzięki swoim właściwościom olej kokosowy wpływa także na obniżenie ryzyka cukrzycy (typu II) i chorób serca. Pomaga poprawić również tzw. profil lipidowy (grupa oznaczeń zlecanych w celu oceny ryzyka wystąpienia choroby wieńcowej). Olej ten ułatwia przyswajanie wapnia i magnezu, czyli dwóch ogromnie ważnych minerałów w walce z osteoporozą. Wspiera on tym samym układ kostny i pomaga przy syndromie chronicznego zmęczenia. 
     A dlaczego wspomniałam o tym, że olej kokosowy zrobił rewolucję w mojej łazience? Już wyjaśniam :) . Zawiera on naturalne antyoksydanty. Są to związki, które zwalczają wolne rodniki oraz spowalniają proces starzenia się skóry, ujędrniając ją i uelastyczniając. Posiada on doskonałe właściwości nawilżające. Olej kokosowy może być stosowany na skórę całego ciała, a nawet jako maseczka na twarz czy serum do włosów! Końcówki moich włosów już od dawna pięknie mi się odwdzięczają za wklepywanie w nich tego oleju ;) ! A to nie koniec... Wspomaga on gojenie ran, hamuje pojawianie się plam skórnych, działa łagodząco na choroby skórne, opóźnia pojawianie się zmarszczek. Czy mam wymieniać dalej?


 pictures source: weheartit.com