niedziela, 4 listopada 2012

DWM: Sylwetka idealna

*
     Nie da się ukryć - każda kobieta marzy o idealnej figurze, nienagannej sylwetce i perfekcyjnym wyglądzie. Wszystkie dążymy do tego, żeby czuć się dobrze same ze sobą i, tego faktu również nie można przemilczeć, podobać się otoczeniu (szczególnie płci przeciwnej). Przed rozpoczęciem pracy nad dzisiejszym postem zastanawiałam się, dlaczego tak bardzo przejmujemy się tym, jak wyglądamy, jak się ubieramy i jaką wartość przyjmuje obwód naszego uda. Czy to naprawdę ma takie znaczenie? Pozwolę sobie w tym miejscu na małą prywatę. To wszystko, naprawdę, jest dla mnie ważne! Ale nie w aspekcie "podobania się drugiej osobie" czy "imponowania komuś". To kwestia udoskonalania się, ciągłego dążenia do nowych celów i przekraczania własnych granic. Udowadniania sobie,  że potrafię i mogę wiele osiągnąć. Nie wstydzę się już przyznać do tego, że marzę o idealnej sylwetce i kondycji sportsmenki. Jestem jednak świadoma, że perfekcja nie istnieje. Ale mimo tego, czy jest coś złego w ciągłym próbowaniu, podążaniu za pragnieniami i wyznaczaniu sobie coraz to dalszych celów? Nie! Powiem więcej, uważam, że na tym właśnie polega życie! I sprowadzając ten nieco filozoficzny wstęp do bardziej przyziemnych spraw - jednym z moich marzeń jest nieco bardziej "idealna" sylwetka!
     Każda epoka historyczna wykształciła swój własny ideał kobiecego piękna. Dziś, dzieła sztuki przedstawiające dziewczyny o znacznej otyłości mogą budzić w nas nie tylko zdziwienie, ale i - w przypadkach ekstremalnych - wręcz obrzydzenie. Dawniej jednak bycie grubą oznaczało wysoką pozycję społeczną, która świadczyła o ogromnie wpływowych ojcach lub mężach opływających w bogactwa. Kobiety pulchne (szczególnie duża w okolicach pośladków, brzucha, piersi i ud) i o pełnych kształtach były wprost pożądane przez mężczyzn, którzy chętnie wchodzili z nimi w związki małżeńskie. Były one dla nich jakby zapewnieniem, że ich potomstwo będzie zdrowe i przetrwa wszelkie epidemie chorób. I jeszcze stosunkowo niedawno pulchne kobiety wciąż miały tak zwane "branie". Największym seksbombom wszech czasów daleko było do "wieszaków". Marilyn Monroe przy wzroście 160 cm ważyła 65 kg. Brigitte Bardot mierząca 168 cm ważyła 70 kg. Gdzie podział się taki ideał piękna? Zapewne trwałby do dzisiaj, gdyby w latach 70. nie pojawiła się Twiggy. Była ona niezwykle chudą nastolatką - mając 170 cm ważyła zaledwie 41 kg. Mówiono o niej, że jest zabiedzoną, wyglądającą jak kościotrup modelką. I co z tego? Kobiety całego świata i tak zapragnęły wyglądać jak ona! Wraz z biegiem lat i pojawieniem się takich ikon jak Kate Moss czy Calista Flockhart, wzorzec "wychudzonej" trwał dalej. Można było zauważyć również pewien paradoks - w reklamach tzw. śmieciowego jedzenia i słodyczy występowały właśnie takie modelki! Ostatnie badania pokazały, że wśród płci pięknej istnieje ścisły związek pomiędzy jedzeniem "lekko" (czy mówiąc bardziej współcześnie: "fit", "light") i kobiecością. Im mniej się zje, tym wyższą ma się samoocenę. Bycie szczypłą i lekkie jedzenie funkcjonuje jako społeczny wskaźnik kobiecej natury. Dlaczego więc dziwimy się, że panie chcące być postrzegane jako idealne i perfekcyjne ograniczają jedzenie do minimum. Wiele z nich, niestety, kończy zaburzeniami odżywiania i chorobami, które są bardzo trudne do pokonania. 
     Nie bójmy się powiedzieć - zwariowałyśmy na punkcie kalorii! Sama dałam ponieść się fali jedzenia "fit" i "light", które na opakowaniach odmieniane jest przez wszystkie przypadki. Święcie wierzyłam, że modelki z kolorowych reklam są prawdziwymi kobietami, a mnie do nich daleko. I tak jak prawie 90% kobiet na świecie kontrolowałam niezwykle uważnie zjadane kalorie i starałam się jak najbardziej ograniczyć ich ilość, stosując diety, które z dzisiejszej perspektywy wydają mi się po prostu absurdalne! Drastyczne zmniejszanie ilości zjadanych kalorii prowadzi tak naprawdę do niedoborów jakościowych i ilościowych, złego samopoczucia i - wielokrotnie - sięgania po używki. Nie tędy droga!
     Dziewczyny, nie dajmy się omamić. To właśnie regularne jedzenie urozmaiconych posiłków bogatych w wiele różnych składników odżywczych jest podstawą zdrowego wyglądu. Nie głodzenie się, ale systematyczny wysiłek fizyczny jest kluczem do idealnej sylwetki. Stańmy po ZDROWEJ STRONIE MOCY! :D
     Każda z nas jest inna, ale równie piękna! Wystarczy, że polubimy siebie takimi, jakimi jesteśmy, a dbanie o wygląd i tę "zewnętrzną stronę" przyjdzie nam z naturalną łatwością. Trzymam kciuki za siebie i każdą z Was :). 

 
 
 
weheartit.com

* post sporządzony na podstawie książki Izy Czajki pt. "Dieta w wielkim mieście"

4 komentarze:

  1. swieta prawda ;))


    www.byveronicam.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdy patrzę na MM, cieszę się, że istnieją kobiety, które mają kształty :). Ale ja czasem się czuję za gruba. Dla siebie samej. Sport by mi wystarczył, ale najpierw muszę zredukować lenistwo ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoja wypowiedz oddaje w stu procentach to co mam na mysli jak na siebie patrze .
      Czasami czuje sie za gruba i wiem ze czulabym sie idealnie gdybym troche ruszyla d...


      www.shadowofstyle.com

      Usuń
  3. Myślę, że każda z nas ma takie dni, kiedy stojąc przed lustrem ma wątpliwości, co do swojej urody czy sylwetki. I Marylin też na pewno tak miała! Najważniejsze, to przestać się dołować i zacząć przekonywać samą siebie, że po pierwsze: JESTEM PIĘKNA, a po drugie: jestem warta tego, żeby postarać się o swoje zdrowie i figurę :D

    OdpowiedzUsuń