piątek, 30 listopada 2012

Grudniowe inspiracje


     Strasznie dawno mnie tu nie było! Wszystko przez obowiązki na uczelni. Kalendarz jednak nieco się już rozluźnił (w końcu idę Święta! :D), więc powracam z nowymi pomysłami. Na dziś - inspiracje na grudzień. A jutro trochę o stresie i jego konsekwencjach (post już się robi).
    
255266_398976606826536_301902575_n_large
 
 
 
 
 
 
 
 

Tumblr_me4ahzl2rf1qz4d4bo1_500_large
weheartit.com

sobota, 10 listopada 2012

DWM: A kilogramów przybywa...

*
     Pogoń za szczupłą sylwetką? Skąd ja i większość kobiet tego świata to zna?! Potrafimy wiele wycierpieć i znieść, żeby zbliżyć się do upragnionego rozmiaru. Szczególnie w "wielkich miastach" moda na wychudzenie ciągle narasta i końca tego procesu jak na razie nie widać. Nie mogąc znieść swojego widoku w lustrze, wpadamy w niebezpieczną spiralę nieodpowiedzialnego i nieprzemyślanego odchudzania. Nieustannie zastanawiam się, dlaczego bycie personifikacją wieszaka jest trendy? Dlaczego wielu ludziom chuda sylwetka kojarzy się z możliwością "luksusowego" życia, wysoką pozycją społeczną, łatwiejszym osiąganiem sukcesów? Szczupła figura ma wysyłać informację do otoczenia, że żadne zachcianki i łakomstwo nie nam groźne. Jesteśmy ponad to! Mówiąc szczerze, dla mnie to jedna wielka ściema. Czy naprawdę chcemy być postrzegani przez pryzmat tego, jak wyglądamy i jaki mamy obwód w biodrze?
     Niestety, jak pokazują badania, dla prawie 80% "odchudzających się" proces ten kończy się nadwagą. Zaskakujące? Tak, ale z pewnością prawdziwe. W naszym zabieganym, wielkomiejskim życiu często nie ma czasu, żeby dokładnie przemyśleć jadłospis. Zapominamy i lekceważymy najważniejsze posiłek - śniadanie i wychodzimy z domu "na głodnego". Skutkuje to obniżeniem poziomu cukru we krwi i niedożywieniem mózgu. Odczuwamy to jako gwałtowny atak głodu, senności, spadkiem koncentracji i złym samopoczuciem. W ciągu dnia jemy szybko i zdecydowanie zbyt pochopnie - ciasteczka, cukierki, słone przekąski i fast foody, które tak łatwo zakupić, a ich spożycie (i co najważniejsze, przygotowanie) nie pochłania nam tak cennego przecież czasu. Wieczorem natomiast jemy obiad i kolację w ramach jednego, ale za to jakiego!, dania. A weekend? Skoro mamy więcej czasu wolnego, to może jakaś głodóweczka czy bardziej restrykcyjna dieta? Takie postępowanie możemy nazwać impulsywnym sposobem dostarczania energii do organizmu. Gromadzi on wtedy ilość zapasowej tkanki tłuszczowej w postaci - jakie to brzydkie słowo - sadełka, które ma być zapasem na czas głodówek. No i z naszego odchudzania nici! Niepostrzeżenie tyjemy. 
     Technika i rozwój cywilizacyjny niestety nie sprzyja nam w dbaniu o szczupłą sylwetkę. Dzięki najnowszym wynalazkom, które co prawda ułatwiają nam codzienne funkcjonowanie, nasz organizm nie wymaga zbyt dużej ilości energii dla prawidłowego działania. Zmywarka, samochód, winda, ruchome schody - i w ten sposób coraz rzadziej używamy mięśni, które z biegiem czasu zamieniają się w wałki tłuszczu. Najczęściej zauważyć je można w obszarze ramion, pasa, brzucha i bioder. Wtedy przychodzi czas na odchudzanie. Podstawowe pytanie brzmi, ile z nas udaje się po profesjonalną poradę do dietetyka lub szuka wsparcia u osób, które fachowo zajmują się taką tematyką. Myślę, że odpowiedź jest tylko jedna - niewiele. Najczęściej sięgamy (mówię w pierwszej osobie liczby mnogiej, ponieważ sama tak kiedyś postępowałam, czego teraz bardzo żałuję!) po dziwaczne kuracje odchudzające zaczerpnięte z internetu albo prasy dla kobiet, nie zwracając uwagi na pewien ogromnie ważny szczegół. Sposób odżywiania, dzięki któremu mamy stracić na wadze, powinien być wyraźnie dopasowany do indywidualnych potrzeb naszego organizmu. Ponadto, w opisanych dietach najczęściej podaje się tylko wartość kaloryczną, która - wedle naszego przekonania - im jest niższa, tym powinna być skuteczniejsza. A gdzie informacja o zawartości witamin i mikroelementów? To właśnie podstawowy powód, dla którego dłuższe stosowanie takich kuracji okazuje się zgubne dla naszej sylwetki i przede wszystkim zdrowia. Stąd właśnie bierze się znienawidzony przez kobiety efekt jo-jo oraz poważne niedobory lub nadmiary pokarmowe. A jak reaguje na to nasz organizm? Napadowe obżarstwo, huśtawka nastrojów, choroby dietozależne (np. alergiczne, zaburzenia odżywiania) i nadwaga. Bardzo często menu, które ma dostarczać jedynie 500 kcal powoduje spowolnienie przemiany materii i niedobór egzogennych składników odżywczych (aminokwasy, witaminy, minerały), co w końcowy efekcie prowadzi do przyrostu masy ciała. A diety "tematyczne"? Te bogate w węglowodany - makaronowa, kapuściana, ryżowa, wegetariańska - przyspieszają ten stan, ponieważ niezwykle ciężko zbilansować je pod względem mikroelementów. Na koniec, zamiast idealnie szczupłej figury otrzymujemy dodatkowy tłuszczyk w brzuchu, udach i pośladkach. 
     Nie sprzyjają nam także złe nawyki żywieniowe (których systematycznie próbuję się oduczyć!). Niejedzenie śniadań - to już klasyka. Takie postępowanie zwiększa ryzyko wieczornych pokus i podjadania. Kolejny grzech żywieniowy to zbyt mała liczba posiłków. Trzy posiłki to za mało. Dodatkowe "używki" - kawa, napoje izotoniczne - zamiast składników odżywczych zawierają ponadprogramowe ilości kalorii. Również długotrwały stres sprzyja odkładaniu się tkanki tłuszczowej i w wypadku większości kobiet jest to główna przyczyna tycia.
     Nie pozwólmy więc omamić się nagłówkami w stylu "w tydzień schudniesz pięć kilogramów", "dieta cud" czy "najszybsza i najskuteczniejsza dieta świata". W tym ostatnim przypadku nierealność i absurdalność sięgają zenitu. W przypadku odchudzania szybkość i skuteczność raczej nie idą w parze.         

Tumblr_md38q8sq8o1r0twxuo1_500_large 
Tumblr_md6bsvjsij1rc2ub3o1_500_large 
 216250_4031951239007_370444088_n_large 
Tumblr_md474hiej81rbbxbro1_500_large 
935_366198403474027_1352736667_n_large 
weheartit.com 

* post sporządzony na podstawie książki Izy Czajki pt. "Dieta w wielkim mieście"    

poniedziałek, 5 listopada 2012

Listopadowe inspiracje

     Właśnie wróciłam z Zumby i mam TYYYLE energii, że postanowiłam dzisiaj pochwalić się moimi najnowszymi inspiracjami. Specjalnie na rozpoczęty właśnie listopad! :D 

Tumblr_mcv5gg1iyk1r0wmf2o1_500_large 
 Tumblr_mcq2rcwvqo1r6u05ro1_250_large

          Na sam początek: piosenka prościutko z zumbowych zajęć! :D Idealna do wszelkiego rodzaju ćwiczeń. Mam jednak nadzieję, że po jej odsłuchaniu z radością zapiszecie się na moją ukochaną zumbę! :D Naprawdę - polecam, polecam, polecam i jeszcze raz polecam!
    
                                     

 
 
 

 
 
 
 
 
 
5b3c5be6069ebfd8a42bc637b9f041fb_large 

106749453637309652_yut62fsa_c_large

Thinspiration_tumblr_large

Tumblr_maljpthlsi1ryw7jeo1_500_large
weheartit.com

niedziela, 4 listopada 2012

DWM: Sylwetka idealna

*
     Nie da się ukryć - każda kobieta marzy o idealnej figurze, nienagannej sylwetce i perfekcyjnym wyglądzie. Wszystkie dążymy do tego, żeby czuć się dobrze same ze sobą i, tego faktu również nie można przemilczeć, podobać się otoczeniu (szczególnie płci przeciwnej). Przed rozpoczęciem pracy nad dzisiejszym postem zastanawiałam się, dlaczego tak bardzo przejmujemy się tym, jak wyglądamy, jak się ubieramy i jaką wartość przyjmuje obwód naszego uda. Czy to naprawdę ma takie znaczenie? Pozwolę sobie w tym miejscu na małą prywatę. To wszystko, naprawdę, jest dla mnie ważne! Ale nie w aspekcie "podobania się drugiej osobie" czy "imponowania komuś". To kwestia udoskonalania się, ciągłego dążenia do nowych celów i przekraczania własnych granic. Udowadniania sobie,  że potrafię i mogę wiele osiągnąć. Nie wstydzę się już przyznać do tego, że marzę o idealnej sylwetce i kondycji sportsmenki. Jestem jednak świadoma, że perfekcja nie istnieje. Ale mimo tego, czy jest coś złego w ciągłym próbowaniu, podążaniu za pragnieniami i wyznaczaniu sobie coraz to dalszych celów? Nie! Powiem więcej, uważam, że na tym właśnie polega życie! I sprowadzając ten nieco filozoficzny wstęp do bardziej przyziemnych spraw - jednym z moich marzeń jest nieco bardziej "idealna" sylwetka!
     Każda epoka historyczna wykształciła swój własny ideał kobiecego piękna. Dziś, dzieła sztuki przedstawiające dziewczyny o znacznej otyłości mogą budzić w nas nie tylko zdziwienie, ale i - w przypadkach ekstremalnych - wręcz obrzydzenie. Dawniej jednak bycie grubą oznaczało wysoką pozycję społeczną, która świadczyła o ogromnie wpływowych ojcach lub mężach opływających w bogactwa. Kobiety pulchne (szczególnie duża w okolicach pośladków, brzucha, piersi i ud) i o pełnych kształtach były wprost pożądane przez mężczyzn, którzy chętnie wchodzili z nimi w związki małżeńskie. Były one dla nich jakby zapewnieniem, że ich potomstwo będzie zdrowe i przetrwa wszelkie epidemie chorób. I jeszcze stosunkowo niedawno pulchne kobiety wciąż miały tak zwane "branie". Największym seksbombom wszech czasów daleko było do "wieszaków". Marilyn Monroe przy wzroście 160 cm ważyła 65 kg. Brigitte Bardot mierząca 168 cm ważyła 70 kg. Gdzie podział się taki ideał piękna? Zapewne trwałby do dzisiaj, gdyby w latach 70. nie pojawiła się Twiggy. Była ona niezwykle chudą nastolatką - mając 170 cm ważyła zaledwie 41 kg. Mówiono o niej, że jest zabiedzoną, wyglądającą jak kościotrup modelką. I co z tego? Kobiety całego świata i tak zapragnęły wyglądać jak ona! Wraz z biegiem lat i pojawieniem się takich ikon jak Kate Moss czy Calista Flockhart, wzorzec "wychudzonej" trwał dalej. Można było zauważyć również pewien paradoks - w reklamach tzw. śmieciowego jedzenia i słodyczy występowały właśnie takie modelki! Ostatnie badania pokazały, że wśród płci pięknej istnieje ścisły związek pomiędzy jedzeniem "lekko" (czy mówiąc bardziej współcześnie: "fit", "light") i kobiecością. Im mniej się zje, tym wyższą ma się samoocenę. Bycie szczypłą i lekkie jedzenie funkcjonuje jako społeczny wskaźnik kobiecej natury. Dlaczego więc dziwimy się, że panie chcące być postrzegane jako idealne i perfekcyjne ograniczają jedzenie do minimum. Wiele z nich, niestety, kończy zaburzeniami odżywiania i chorobami, które są bardzo trudne do pokonania. 
     Nie bójmy się powiedzieć - zwariowałyśmy na punkcie kalorii! Sama dałam ponieść się fali jedzenia "fit" i "light", które na opakowaniach odmieniane jest przez wszystkie przypadki. Święcie wierzyłam, że modelki z kolorowych reklam są prawdziwymi kobietami, a mnie do nich daleko. I tak jak prawie 90% kobiet na świecie kontrolowałam niezwykle uważnie zjadane kalorie i starałam się jak najbardziej ograniczyć ich ilość, stosując diety, które z dzisiejszej perspektywy wydają mi się po prostu absurdalne! Drastyczne zmniejszanie ilości zjadanych kalorii prowadzi tak naprawdę do niedoborów jakościowych i ilościowych, złego samopoczucia i - wielokrotnie - sięgania po używki. Nie tędy droga!
     Dziewczyny, nie dajmy się omamić. To właśnie regularne jedzenie urozmaiconych posiłków bogatych w wiele różnych składników odżywczych jest podstawą zdrowego wyglądu. Nie głodzenie się, ale systematyczny wysiłek fizyczny jest kluczem do idealnej sylwetki. Stańmy po ZDROWEJ STRONIE MOCY! :D
     Każda z nas jest inna, ale równie piękna! Wystarczy, że polubimy siebie takimi, jakimi jesteśmy, a dbanie o wygląd i tę "zewnętrzną stronę" przyjdzie nam z naturalną łatwością. Trzymam kciuki za siebie i każdą z Was :). 

 
 
 
weheartit.com

* post sporządzony na podstawie książki Izy Czajki pt. "Dieta w wielkim mieście"