sobota, 10 marca 2012

Zachęcający początek

     Zbliżają się (choć na razie jeszcze baaardzo powoli) wakacje. I już teraz zapowiadają się niezwykle atrakcyjnie. Postanowiłam więc, że tym razem nie chcę już, wychodząc na plażę lub basen, wstydzić się swoich kompleksów. Nie chcę rezygnować z rozrywek i przyjemności, które do tej pory kojarzyły mi się
z możliwą kompromitacją w oczach innych. Teraz to ja zapanuję nad swoimi słabościami, a nie one nade mną! Który raz już stawiam sobie takie wyzwanie? Pewnie jakiś tysiąc dwudziesty trzeci. Do tej pory udało mi się zrealizować jedynie połowę listy swoich postanowień. Ale, jak już wspomniałam, tym razem mam silną motywację! A żeby jeszcze bardziej się zmobilizować, postawiłam na pisemną formę kontrolną. Po pierwsze - założyłam zeszyt, w którym zapisuję postępy. To naprawdę zagrzewa do walki! ;) Po drugie - podjęłam decyzję otworzenia wirtualnego pamiętnika. Trzeba przecież iść z duchem czasu ;). To też dla mnie jakieś wyzwanie. Mam nadzieję, że wytrzymam w swoich postanowieniach i te wakacje będą takie,
o jakich zawsze marzyłam!
     Z racji tego, że jestem ogromnie związana z muzyką, w każdej sytuacji próbuję znaleźć piosenkę motywacyjną. Tym razem bezkonkurencyjnie wygrał
Michel Teló - Ai Se Eu Te Pego. Może tekst nie jest zbyt ambitny i poetycki, ale w tego typu piosenkach przecież nie o to chodzi. Melodia, rytm i pozytywna energia tego numeru przywodzi mi na myśl to, co czeka mnie w wakacje! Wystarczy, że zamknę oczy i już widzę plażę, gorące słońce, kolorowe kostiumy, ciepłe morze. Tak, to zdecydowanie zachęcające! ;)  Dlatego z moich głośników płynie dziś tylko ta piosenka i naprawdę jeszcze nie mam jej dość!

      Długo myślałam, od czego powinnam zacząć. Nic oryginalnego nie przyszło mi jednak do głowy - zacznę od początku. Przed tym wszystkim, co zamierzam zafundować mojemu organizmowi, powinnam go chyba na to jakość przygotować. Profesjonalnie nazywa się to detoksykacją, ale mnie trochę ten termin przeraża, więc zastąpię go nieco łagodniejszym stwierdzeniem - oczyszczanie organizmu :) Tak jak przy wiosennych porządkach w mieszkaniu, nasze ciało też potrzebuje lekkiego "ogarnięcia".
     Każdy z nas uczył się już w podstawówce, że w ogromnym procencie składamy się z wody. Znajduję się ona nie tylko wewnątrz naszych  komórek. Część z niej swobodnie krąży po organizmie w płynach ustrojowych (krew, limfa, płyny tkankowe). Dzięki grubej skórze, środowisko wewnętrzne naszego ciała może pracować w warunkach odmiennych niż te, które panują na zewnątrz. Powinniśmy więc starać się
o utrzymanie wewnętrznej równowagi - homeostazy. Podstawowym sposobem na to jest regulacja wodnej gospodarki organizmu - to proces utrzymujący taką ilość płynów, jaka w konkretnych warunkach potrzebna jest do najkorzystniejszego przebiegu przemiany materii i energii. Woda musi być nieustannie wymieniana i uzupełniana. Aby wyrównać bilans, powinno się spożyć około 1-2 litry wody dziennie. Jest to oczywiście przybliżona ilość, ponieważ wszystko zależy od tego, co i ile konsumujemy oraz jak się pocimy.
     Wiele razy słyszałam stwierdzenie, że woda jest wręcz zbawienna dla naszego ciała. Doskonale rozpuszcza wszelkie substancje i rozprowadza je po organizmie. Świetnie chłodzi, bowiem by wyparować chociaż kropelkę (czyt. spocić się przy ćwiczeniach), musi wchłonąć ciepło. Wbrew powszechnym opiniom, człowiek nie poci się wyłącznie podczas fizycznego wysiłku. Nawet wypoczywając tracimy około 15 ml wody na godzinę. Dlatego wielu dietetyków podkreśla fakt uzupełniania płynów w naszym organizmie. I wcale nie chodzi tu o to, żeby przez cały dzień pic jedynie wodę i stosować głodówkę! Jeżeli chcemy przestawić się na zdrowy tryb życia, po prostu nie możemy zapominać o piciu wody mineralnej, która pomoże nam zrzucić kilka zbędnych kilogramów. Należy unikać jednak tzw. wód smakowych - zawierają dużo cukru.
     Jak ta wytyczna wpłynęła na moje postępowanie? Uważam na to, co piję.
     Woda to naprawdę świetne rozwiązanie! Zapobiega kłopotom żołądkowym, pomaga schudnąć :), utrzymuje odpowiedni poziom objętości krwi i gasi pragnienie. Oczyszcza organizm z toksyn, wspiera
w walce z pomarańczową skórką, odżywia i upiększa skórę. Szklanka wody wypita przed posiłkiem zmniejsza wilczy apetyt. Często dodaję do mineralnej plasterek cytryny - nabiera ona wtedy orzeźwiającego smaku. Ograniczyłam picie mocnej kawy, czarnej herbaty i alkoholu. Postawiłam na zieloną herbatę, która jest naprawdę rewelacyjna! Zawiera polifenole, które oczyszczają i opóźniają proces starzenia się organizmu. Przyspiesza trawienie i pomaga pozbyć się uczucia przepełnionego żołądka. Słodkie napoje zastąpiłam sokami warzywnymi. Uważam, że mają one same zalety i naprawdę są smaczne. Sok z marchwi na przykład pomoże utrwalić lepszą opaleniznę, zagoić drobne blizny i otarcia. Sok pomidorowy oczyszcza, rozjaśnia, wygładza i głęboko nawilża skórę. Dodatkowo obkurcza pory. W najbliższym czasie planuję także samodzielnie wyciskać soki ze świeżych owoców. Ten uzyskany z kiwi zamknie rozszerzone naczynka krwionośne i nawilży suchą skórę. Ten z pomarańczy złagodzi podrażnienia i zlikwiduje przebarwienia. A sok z czarnych porzeczek? Rozjaśni, ujędrni i dotleni cerę oraz złuszczy naskórek. Picie soków jest też świetnym sposobem na ukojenie nerwów ;). Polecam także koktajl owocowy. Pyszny, słodki i z dużą dawką witamin. Wypity na śniadanie, zapewnia energię na cały dzień!

     Teraz mam tylko nadzieję, że wytrzymam w tych wszystkich zamierzeniach. Z moją miłością do jedzenia (szczególnie słodkości) pewnie nie będzie zbyt łatwo, ale skoro marzenia mają się spełnić ;). ->




                                                                                 weheartit.com


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz